WIEJSKA POTAŃCÓWKA i RÓŻNICE KULTUROWE

Między Slo i Polską nie ma szokujących różnic, które sprawiałyby, że proces "asymilacji" byłby długi, męczący i wymagał ode mnie jakiegoś szczególnego wysiłku. Niektóre rzeczy mnie jednak zaskoczyły, chociaż kiedy patrzę na nie z perspektywy czasu, pewnie nie powinny.

Dzisiaj ograniczę się do wiejskich potańcówek.

Nie wiem czy to kwestia mody, czy wygody, ale wiejska impreza nie może obyć się bez namiotu. Namiot to po prostu mus! 

Namioty pojawiają się jak grzyby po deszczu w każdej nieco większej wsi. I w niektórych miastach! Na przykład podczas karnawału (PUST, o którym kiedy indziej) cały Ptuj pakuje się do namiotu. Serio!

Żebyście mieli wyobrażenie jakich rozmiarów może być taki namiot znalazłam zdjęcie (z imprezy dla najmłodszych, więc jest jasno i lepiej widać):




Namiot jest dla organizatorów idealnym rozwiązaniem, ponieważ:

1) ochroni przed deszczem i wiatrem i śniegiem nawet
2) zapewnia "kontrolę" nad ludźmi i tym co przynoszą ze sobą (bo w namiocie jest też bar- i to nie jeden- więc nie można mieć swojego alkoholu)
3) a poza tym tak fajnie się ściskać w tłoku


Poza Karnawałem także zdarzają się epizody namiotowe. W mojej okolicy jest kilka takich właśnie imprez, które odbywają się cyklicznie. ALE. My nie chodzimy "pod namiot". Dla zasady.
Dlatego, że.... (i tu przechodzimy do kwestii gustu)

.... w Slo nie mają DISCO POLO z oczywistego powodu. DISCO POLO jest tylko jedno. Mają za to swoją muzykę biesiadną. Oj. Mają biesiadną!

Kochają też, ale to naprawdę kochają wykonawców z "Byłej Jugosławii". I jeśli uwielbiasz biesiadną muzykę i/lub bałkańskie hity twoje miejsce jest w... tak, tak zgadłeś- w namiocie!!! Oczywiście impreza w namiocie innej imprezie w namiocie nie równa. Są wykonawcy z górnej, średniej i niższej półki, ale to temat rzeka, więc dzisiaj sobie daruję.

Przeważnie wygląda to tak:

Przykład FAŠENK LANCOVA VAS i występ DRAŽENA ZEČIĆA 
Od namiotu raczej trzymam się z daleka. Udawało mi się ominąć karnawał i kilka innych fascynujących wydarzeń kulturalnych długie cztery lata. Aż do piątku.

W piątek znajomi zadzwonili z pytaniem czy idziemy z nimi do pobliskiego (wiejskiego) baru (przecież wiecie, że mieszkam na słoweńskiej wsi). Idziemy.
A tam co?
Namiot.
Najprawdziwszy namiot i nieodłączny element "wystroju"- ochotnicza straż pożarna, która pomaga w parkowaniu, uśmiecha się i chodzi dookoła z minuty na minutę bardziej chwiejnym krokiem.

No, to namiot.

Okazało się, że gwiazdy wieczoru to ANSAMBEL OSVAJALCI i zespół ČUKI (czyt. czuki). // Ansambel w uproszczeniu to taki zespół, który gra przeważnie muzykę biesiadną- "narodno-zabavno" //





 ČUKI /tu/


Stwierdziliśmy, że przecież liczy się towarzystwo, a nie muzyka, nie? 
Yyy...

No, nie było nawet tak strasznie! Miałam przynajmniej okazję "poczynić" nieco obserwacji tubylców w naturalnym dla nich środowisku. I zaskoczyło mnie, że było pełno młodzieży, wszyscy znali słowa piosenek i prawie wszyscy tańczyli!! Panowała całkiem fajna atmosfera.Asymilacja pełną gębą!
Piątkowa noc. Namiot na polu kukurydzy. 

ČUKI!

Ciągle zaskakuje mnie też, że młodzi są gorącymi wielbicielami harmonii i biesiad. I się tego nie wstydzą. I dobrze, bo nie ma czego!

Zespół Modriani (też z sąsiedniej wsi) to, wierzcie, albo nie najwyższa liga! I jak wywijają! Poniżej razem z Čuki w słoweńskim programie "Na zdrowie".



Na koniec klasyka gatunku. Ansambel Bratov Avsenik /zespół braci Avsenik/.

Dziedzictwo kulturowe Słowenii. Stopień szacunku....gdzieś w okolicy naszego Chopina!




Pozdrawiam!

3 comments:

  1. Cóż co kraj to obyczaj... W szwajcarskiej telewizji co jakiś czas też takie biesiady są pokazywane, co ciekawe wszystkie są z niemieckiej części.
    Myślę, że pójście na taką imprezę w dobrym towarzystwie może być fajne :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. o! musiało być całkiem ciekawie :))

    Kultura

    OdpowiedzUsuń
  3. całkiem sympatycznie. Oj jako emerytowi przypomniały mi się dożynki w wielkopolskich wsiach w 60-tych latach. Całkiem podobnie było. I komu to przeszkadzało ....

    OdpowiedzUsuń