Australia i ja


Nie mogę uwierzyć, że zwlekałam z tym postem półtora (1,5!) roku! Obiecałam, że go napiszę w okolicach... kwietnia 2013. Cóż... po prostu nie mogłam się za to zabrać "jak należy". Z ogromnym opóźnieniem... AUSTRALIA.

Pojechaliśmy na "rodzinną wycieczkę" (rodzice M., M. i  ja) do siostry M., która mieszka w Melbourne od dwunastu lat i całkowicie oddaliśmy się w jej ręce- co jest do nas raczej niepodobne, bo szczegółowe planowanie podróży należy do naszych najukochańszych zajęć. Tym razem było inaczej i muszę przyznać, że taka odmiana, raz na jakiś czas, wcale nie jest taka zła! Naszym jedynym zadaniem było przybycie w jednym kawałku do Melbourne. 

30 marca 2013 roku. Sobota. Około południa wyjechaliśmy w stronę Wenecji. W Słowenii LEŻAŁ ŚNIEG. W walizkach japonki i strój kąpielowy. Wenecja-Dubaj- Kolombo-Singapur-Melbourne.  24 godziny później (czyli w PONIEDZIAŁEK RANO) dotarliśmy do celu.

 Podróż była... fascynująca. Tylko raz leciałam wcześniej samolotem (i to tycim, tyciusieńkim) na relacji Tallin-Warszawa-Kraków, co zajęło w sumie 2 godziny. Tak. W porównaniu do Australii moja pierwsza przygoda z samolotem przypominała raczej wycieczkę po grzyby! A tu mieliśmy do czynienia... z dwoma przesiadkami, zmianą kilku stref czasowych, "stratą" jednego dnia z życia i przebyciem około 10.000 kilometrów (W JEDNĄ STRONĘ!). ALE! Podobało mi się! Przyznaję- trochę byłam nerwowa, a kabiny do rewizji osobistej w Dubaju i karteczki z napisem "PRZYPOMINAMY, ŻE NA TERENIE SINGAPURU POSIADANIE NARKOTYKÓW JEST KARANE ŚMIERCIĄ" nie pomagały do końca się wyluzować... mimo czystego sumienia, a jednak po jakimś czasie zaczęłam czuć się na lotnisku jak w domu. Jak gdyby to był cel sam w sobie. Dziwne uczucie, kiedy w końcu dotrzesz na miejsce.

Spędziliśmy w Australii trzy tygodnie. Kilka dni w Melbourne, podróż do rodziny w Adelaide (ZAKRĘCENI!), road trip Melbourne-Parks-Newcastle-Sydney-Melbourne, mniejsze wycieczki w rejonie Port Phillip, Great Ocean Road... mogłabym pisać i pisać i pisać... ale komu chciało by się to czytać! Więc podzielę się z Wami wrażeniami, całkowicie subiektywnymi, subiektywnymi, aż do szpiku kości!
JAKA JEST AUSTRALIA? Cudowna! Dzika, ogromna, otwarta, serdeczna... smakuje jak pyszne wino, mięso grillowane w miejskim parku, sos Barbecue, Veggimite (fuuuuj!) i piwo Coopers Ale...

 zachwyca mieszanką kulturową (przysięgam, gdyby kosmici wywalili mnie na głównej ulicy Sydney i nie powiedzieli gdzie jestem, byłabym przekonana, że gdzieś w Azji). Zaskakuje budownictwem, OGROMEM, przyrodą i niesamowicie czystym powietrzem. Kiedy, gdzieś między tu i tam, wysiadasz z auta i "na żywo" widzisz OGROM równiny przed Tobą, nagle zdajesz sobie sprawę, że jesteś jak mrówka. Nie tylko TAM i teraz, nie tylko w Australii, ale w ogóle. I wdychasz głęboko to powietrze, które ma tak całkiem inny smak. Smak przygody. Smak ŻYCIA. "Kto by pomyślał, że wyląduję kiedyś w Australii?"- myślisz cicho, cichutko, żeby nie spłoszyć tej chwili. Przez większość czasu miałam to dziwne wrażenie lekkości... ciężko to wytłumaczyć... to na prawdę całkiem inny świat!

Mimo to... kiedy wracaliśmy do domu, na lotnisku w Melbourne celniczka wzięła mnie na bok (bo wyglądam, jakbym nosiła bombę w plecaku) i zapytała: "Jak było?" "Cudownie"- odpowiedziałam. Na co ona przeszyła mnie wzrokiem i w powietrzu zadźwięczało: "Musisz być bardzo szczęśliwa, że wracasz, bo tak się uśmiechasz!". Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc wydukałam, nie zmywając uśmechu z twarzy: "Pięknie było, ale pora wracać do domu". DO DOMU. 

I kiedy ktoś mnie pyta, czy mogłabym tam zamieszkać, mimo całego zachwytu niezmiennie odpowiadam- NIE. Jestem Europejką, a tam na prawdę masz wrażenie, że jesteś na końcu świata.


http://dizzyivy.blogspot.com/2013/05/aussie-aussie-aussie-oi-oi-oi-part1.html


 Melbourne
 Melbourne
 Melbourne
  Melbourne

 Adelaide
  Adelaide
  Adelaide
  Adelaide
  Adelaide
  Adelaide
  Adelaide
  Adelaide

 Parks

 Sydney
  Sydney
  Sydney
  Sydney
  Sydney


  Sydney
  Sydney
  Sydney
  Sydney
  Sydney



 Great Ocean Road

 12 Apostols
 12 Apostols






5 comments:

  1. Świetne fotki :) pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) ale wy macie lepsze:) pozdrawiam i zapraszam do Slo! :*

      Usuń
  2. ślicznie! Great Ocean Road zawsze niezmiennie zachwyca mnie
    wspaniała podróż

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, ze nie napisalas, ze bylas w OZ. Chetnie spotkalabym sie na kawke w Sydney. No coz moze innym razem ;-)))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  4. No naprawde dalas sobie troche czasu :DDD Mam nadzieje, ze to nie ostatnia relacja?
    Tez chce na koniec swiata!!!
    www.kasianarozdrozach.pl

    OdpowiedzUsuń