Słoweński, książki, książeczki i inne knjige

Długo noszę się z zamiarem napisania CZEGOŚ o "dwujęzyczności". Mojej i Idy, jednak za każdym razem, kiedy w końcu siadam do pisania moje myśli zaczynają biegać w głowie i nie mogę się skoncentrować. ALE. Postanowiłam, że dzisiaj JEST TEN DZIEŃ. I kropka.

Dla tych, którzy nie wiedzą- mieszkam w Słowenii od listopada 2009 roku. Po raz pierwszy przyjechałam do Ptuja w maju- zakochana (w Słoweńcu, oczywiście) i nie znająca języka ni w ząb. Wakacje trwały kilka dni, a ja nie miałam zielonego pojęcia O CZYM ONI MÓWIĄ. Poza słowami, które są takie same, jak w języku polskim (voda, trava, pivo, vino, okno, kava) wszystko brzmiało mniej więcej tak: gaščsgxywžgxhvdh. No, ale trzeba być "twardym, a nie miętkim". 


mój szkic Ptuja


Po powrocie do Krakowa zabrałam się do nauki. Podręcznik do słoweńskiego? Hahaha, you wish! Przekopałam więc cały internet i stworzyłam swój własny "podręcznik"- niepozorny zeszyt z hello kitty na okładce stał się centrum mojego wszechświata! Muszę przyznać, że na prawdę ogromnie się temu poświęciłam. Nie! Nie poświęciłam! Z przyjemnością spędzałam każdą chwilę ucząć się słówek i gramatyki. Znalazłam też rozmówki "Jak to powiedzieć po słoweńsku?", które do dzisiaj są dla mnie książeczką wyjątkową. Następna "wizyta" trwała prawie dwa miesiące, podczas których osłuchałam się z językiem i opanowałam jakieś tam podstawowe zwroty. Mieszkamy na wsi. W jednym jedynym sklepie pani "na bułkach" jeszcze ciągle uśmiecha się na mój widok, pamiętając zapewne, jak przyszłam do niej i zamiast "poproszę 5 bułek" powiedziałam "poproszę 5 worków z ziemią"! Hahaha. 
Kiedy w listopadzie przyjechałam na stałe jedno z pierwszych zdań, które powiedziałam do "teściowej", z którą dotychczas rozmawiałyśmy po angielsku brzmiało "Govorila bom slovensko". Będę mówiła po słoweńsku. 
I zaczęłam. 
Nie bacząc na błędy (które M. z lubością poprawiał). I to tyle. 

Nie. Nie tyle! 



Kiedy mieszkałam w Polsce zastanawiałam się, jak można zapomnieć mówić po polsku. Poprawnie. Byłam w klasie humanistycznej, a jednak... Można. Zwłaszcza, że gramatyka polska i słoweńska są do siebie tak bardzo podobne! Mózg się rozleniwił. W domu rozmawiam po słoweńsku, w pracy rozmawiam po słoweńsku, oglądam słoweńskie wiadomości i filmy oglądam ze słoweńskimi napisami. I (o zgrozo!), kiedy przyjeżdżam do Polski potrzenuję kilku dni, żeby się "przestawić", znowu zacząć myśleć po polsku. Nie podoba mi się to, ale tak już jest. Pracuję nad tym, a jednocześnie zaakceptowałam to.

A teraz pojawiła się Ida. Ida, która będzie mogła być w życiu kim tylko zapragnie, będzie grała jakiś instrument, albo nie, będzie dobra w koszykówce, albo jak ja, beznadziejna. Nie mam względem niej przesadnie wygórowanych wymagań. Ani względem siebie, jako mamy. ALE BĘDZIE MÓWIŁA PO POLSKU. Od kiedy przyjechałam do Slo, nawet wtedy, kiedy jeszcze mowy nie było o dziecku, tylko jedna rzecz była dla mnie jasna jak słońce- moje dziecko będzie mówiło po polsku! Nie wyobrażam sobie, że mogło by być inaczej. 

Więc gadam i gadam i gadam. I mam nadzieję, że po drodze nie dam się zwariować, że nie będę przyciskała za bardzo. No i też, że ONA będzie chciała mówić po polsku. Będzie ciężko. Już teraz bardzo się pilnuję, żeby nie mieszać w jednym zdaniu dwóch języków (zdarza się!). Chciałam stosować metodę OPOL (One parent one language- więcej o tym na blogach Eli i Faustyny). Po kilku dniach okazało się, że na razie jest to niewykonalne. W towarzystwie teściowej, przyjaciół, znajomych musiałabym prawie wszystko tłumaczyć, bo okazało się, że wszyscy są TAAAAAK bardzo zaangażowani, że nawet jedno zdanie nie przejdzie nieprzetłumaczone. Więc na tym polu trochę się poddałam. Kiedy będzie większa spróbuję jeszcze raz. 

Książeczki też, jasna sprawa- w dwóch językach. Chociaż przyznaję- na razie bardziej interesują ją SMAKI okładek!

Dużo czytam na ten temat i liczę, że w razie kryzysu Elka pomoże swoją fachową poradą! Na razie idę z prądem i mam nadzieję, że będzie dobrze.  





11 comments:

  1. Ale się cieszę, że pojawił się ten temat u Ciebie!!! Będziemy "śledzić" Idę ;-) Co do książeczek, u mnie w "Polecam z półeczki" coś znajdziesz jeszcze ewentualnie;-) ale z pewnością sama też dobrze wybierzesz!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu pamiętam, że widziałam gdzieś u Ciebie te wpisy, ale teraz nie mogę znaleźć. Przylepisz link, proszęęęęę?

      Usuń
  2. Kasiu, swietnie, że piszesz o Waszej dwujęzyczności. Miłego tłumaczenia - wiem, ze to niełatwe z autopsji, ale otoczenie sie przyzwyczaja i my przyzwyczajamy się do takiej karkołomnej gimnastyki językowej...W każdym razie to wspaniale, ze chcesz przekazać Idzie Twoj język...i jeszcze Ci o tym nie pisałam, ale przepadam za imieniem Twojej córeczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i dziękuję! Historia imienia też jest związana z dwujęzycznością. Chcieliśmy imię, które brzmi i pisze się dokładnie tak samo w obu językach!

      Usuń
  3. Dasy radę, ja już dwójeczkę wychowuję właściwie trójjęzycznie. Najważniejsza jest konsewkencja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Aniu, masz bardzo fajny blog! Wpisuję do listy i w wolnej chwili poczytam sobie co nieco!

      Usuń
  4. Jak dobrze znam ten problem! Zanim wyjechałam z Polski myślałam, że ojczystego języka zapomnieć się nie da a tymczasem...
    Po sześciu miesiącach we Francji, znajomi zaczęli zwracać mi uwagę, że jakoś dziwnie mówię.
    Po roku zaczęłam łapać się na tym, że nie potrafię dokończyć zdania po polsku.
    Dziś rozmawiając z Polakami wstydzę się swoich braków, co któreś zdanie mówię do siebie w myślach: "kurczę, jak to było??".
    Co gorsze, niektóre konstrukcje stają się nielogiczne a palec z automatu naciska na " u" gdy użyć trzeba "ó".
    Mam wrażenie, że otwierając kuferek FR zamknęłam tamten z napisem PL- zrobiła się w nim dziura i część skarbu wysypała się jak z Grzesiowego worka.
    Z jednej strony chciałoby się czytać po polsku, oglądać codzienne wiadomości ale z drugiej, świeża wiedza, nieugruntowana jeszcze krzyczy: " Jesteś na dobrej drodze! Nie rozpraszają się! ". I co począć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Cię rozumiem! Zwłaszcza te spojrzenia znajomych i ironiczne uśmiechy! No, cóż... przestałam się przejmować!

      Usuń
  5. Kasiu, przede wszystkim gratuluję maleństwa, do tej pory jakoś nie miałam okazji Ci złożyć życzeń.
    Fajnie, że napisałaś o dwujęzyczności, nie będę Ci pisać, że rozumiem, że jestem lub byłam w podobnej sytuacji. Że czasem trudno, że czasem się nie chce. W zeszłym roku pisałam trochę o swoich doświadczeniach z dwujęzycznością tutaj
    http://makowapani.blogspot.com/2013/05/ach-ta-dwujezycznosc.html, jeśli chcesz możesz przeczytać. Od tego czasu wiele się zdarzyło, Starszy od kilku miesięcy miał kryzys, nie chciał mówić, nie chciał czytać po polsku, bo trudno... nie chciał, by do niego mówić po polsku..., jako matce trudno mi było to zakakceptować, ale i to trzeba przetrwać. Nie piszę tego, żeby Cię załamywać, bo tak jak napisałaś, jest Ela i jest Faustyna, one bardzo wspierają. Ale wiesz co, dwa dni temu mój starszy sam z siebie zaczął czytać po polsku prostsze teksty i w końcu stwierdził, że nawet nie jest tak trudno i chce razem ze mną czytać po polsku. Za kilka miesięcy kończy 10 lat i bardzo się bałam, że już nie uda mi się, a nie chciałam go na siłę zmuszać, bo to nie przynosi żadnych efektów. Jestem z wykształcenia polonistą, takim "polonistą zakochanym w książkach", więc wyobraź sobie, że taki polonista nie uczy pisać i czytać swoje dzieci po polsku... no wstyd prawda? ;-)
    Piszę Ci to wszystko po to, żebyś wiedziała, że nawet jeśli będą trudne chwile w związku z dwujęzycznością (a będą, i nie ma się co czarować), to trzeba pamiętać o celu i czemu to służy. Bez wielkiego trąbienia, bez zbędnego nadymania się, tak właśnie, jak to napisałaś. Podoba mi się też to, czego nie napisałaś, a co jest między wierszami, co wyczuwam z całego tekstu. Dlatego pozwoliłam sobie napisać do Ciebie te kilkanaście zdań.
    Kasiu, "sąsiadko zza miedzy", pozdrawiam serdecznie i Ciebie i maleństwo. Trzymajcie się ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciepłe słowa! Twoje doświadczenia na pewno mi pomogą! Będę do Ciebie zaglądała częściej... sąsiadko:)

      Usuń